Siedziałam na dachu najwyższego budynku, nogi zawieszone z przepaści.
Wyostrzam swoje zmysły i przeczesuje szukając ofiar do pokonania. Lecz
nic nie znajduje. Siedzę dalej, zakładam maskę i oddycham patrząc na
niego. Rozmyślam czy lepiej jest mi tu czy tam. Dochodząc do wniosku, to
jest lepiej tu. Hakuje wszystko co tylko się da, siedzie i czekam na
jakąś akcję. I nic wielkie jedno nic. Mam dość tego czekania wstaje na
mur, odwracam się i lecę. Lecę czuję wiatr. Nikogo tu nie ma, może parę
osób. Ląduje cała, dzięki powietrzu które mi pomaga. Biorę pobliskie
bronię i idę, pije co jakiś czas i krocze. Nasłuchując, patrzę i szukam
jakiś znajomych twarzy...
- Ile to już pół roku, choć czas tu inaczej płynie, nawet go tu nie ma, jest dzień i noc. Wszyscy choć się znają to tak serio nic nie wiedzą o sobie... Życie nowe lepsze i cichsze... - mówię do moich partnerów w tej podróży do tygrysa, Alikorna i jaszczurki. Znając ich nowe jest łatwiej. Czasem postój czasem jazda, a czasem zmiana w geparda...
***
Znalazłam bawiących, tańczących ludzi. Przyłączyłam się lecz najpierw zmieniłam strój jeden ruch i gotowe. Przyłączyłam się i zaczęłam tańczyć, niektórzy się na mnie patrzyli inni przyłączyli.
Moi towarzysze leżeli pod jednym z wielkich drzew.
- Niezły taniec, gdzie się go nauczyłaś? - spytał jak mniemam Esmo, średniego wzrostu, niebieskie oczy, silny, umieśniony, lubi walczyć, pić, jak dziewczyny za nim latają oraz jest popularny.
- Na imprezach. - i tak jak szybko zmieniłam strój ponownie to zrobiłam. Obchodziłam już powoli.
- Może się przyłączysz idziemy pozabijać na południu jakieś potwory. - ciekawa propozycja no czemu nie
I tak wyruszyliśmy na wędrówkę.
***
Po robocie, wzięłam swoje łupy i poszłam sobie. Poszłam do lasu, natrafiłam na dziwnego psa, który skakał, lecz po chwili uciekł gdy tylko zobaczył tygrysa. Poszłam za nim, aż do wielkiej posiadłości. Stałam oparta o drzewo. A ten pies stał i się gapił.
Tygrysek się łasil, to go zaczęłam głaskać. Natomiast moja mroczna towarzyszka poszła do pobliskiej rzeczki, a jaszczurka jak to ona gdzieś się schowała.
- Co za pies. Jeszcze podchodzi.
- Mogę go przepłoszyć jeśli ci przeszkadza O. - mówił Ty mój tygrys.
- Nie trzeba Ty, pójdę żeby go wypuścili, poczekaj tu i jakby coś informuj. Szai wracaj. - poszłam wolno w stronę tego domu, weszłam po schodach i zapukałam. Czekałam na odzew, oparłam się o barierke i czekałam głaszcząc psa.
Już po dłuższej chwili chłopak o imieniu Victor otworzył. No tak wiadomo. Zamożny koleś, z psem, był łyżwiarzem, typowy laluś zapatrzony w siebie...
- To twoja zguba, biegał po lesie, zaczepił się o jakieś badyle.
- Dzięki. - wyminęłam psa i szłam - poczekaj, nie powiedziałaś jak masz na imię. Ja jestem Victor, a ty? - Serio
Odwróciłam się i patrzyłam na niego to na psa. - Wiem kim jesteś, Ofelia.
- Może wejdziesz - skoro zaprasza
- No ok. - zagwizdałam Ty i Szai za chwilę byli obok mnie. Weszliśmy coś tam skrzeczał. - zaprosiłeś, więc milcz. Szai wypuściłam za dom, drzwi zostawiłam otwarte. Ty się położył na zimnej podłodze czy drzwiach. A ten pies podchodził od Taya.
- Skąd o mnie wiesz? - to jest sekret
- Przecież każdy tu zna siebie.
Victor?
- Ile to już pół roku, choć czas tu inaczej płynie, nawet go tu nie ma, jest dzień i noc. Wszyscy choć się znają to tak serio nic nie wiedzą o sobie... Życie nowe lepsze i cichsze... - mówię do moich partnerów w tej podróży do tygrysa, Alikorna i jaszczurki. Znając ich nowe jest łatwiej. Czasem postój czasem jazda, a czasem zmiana w geparda...
***
Znalazłam bawiących, tańczących ludzi. Przyłączyłam się lecz najpierw zmieniłam strój jeden ruch i gotowe. Przyłączyłam się i zaczęłam tańczyć, niektórzy się na mnie patrzyli inni przyłączyli.
Moi towarzysze leżeli pod jednym z wielkich drzew.
- Niezły taniec, gdzie się go nauczyłaś? - spytał jak mniemam Esmo, średniego wzrostu, niebieskie oczy, silny, umieśniony, lubi walczyć, pić, jak dziewczyny za nim latają oraz jest popularny.
- Na imprezach. - i tak jak szybko zmieniłam strój ponownie to zrobiłam. Obchodziłam już powoli.
- Może się przyłączysz idziemy pozabijać na południu jakieś potwory. - ciekawa propozycja no czemu nie
I tak wyruszyliśmy na wędrówkę.
***
Po robocie, wzięłam swoje łupy i poszłam sobie. Poszłam do lasu, natrafiłam na dziwnego psa, który skakał, lecz po chwili uciekł gdy tylko zobaczył tygrysa. Poszłam za nim, aż do wielkiej posiadłości. Stałam oparta o drzewo. A ten pies stał i się gapił.
Tygrysek się łasil, to go zaczęłam głaskać. Natomiast moja mroczna towarzyszka poszła do pobliskiej rzeczki, a jaszczurka jak to ona gdzieś się schowała.
- Co za pies. Jeszcze podchodzi.
- Mogę go przepłoszyć jeśli ci przeszkadza O. - mówił Ty mój tygrys.
- Nie trzeba Ty, pójdę żeby go wypuścili, poczekaj tu i jakby coś informuj. Szai wracaj. - poszłam wolno w stronę tego domu, weszłam po schodach i zapukałam. Czekałam na odzew, oparłam się o barierke i czekałam głaszcząc psa.
Już po dłuższej chwili chłopak o imieniu Victor otworzył. No tak wiadomo. Zamożny koleś, z psem, był łyżwiarzem, typowy laluś zapatrzony w siebie...
- To twoja zguba, biegał po lesie, zaczepił się o jakieś badyle.
- Dzięki. - wyminęłam psa i szłam - poczekaj, nie powiedziałaś jak masz na imię. Ja jestem Victor, a ty? - Serio
Odwróciłam się i patrzyłam na niego to na psa. - Wiem kim jesteś, Ofelia.
- Może wejdziesz - skoro zaprasza
- No ok. - zagwizdałam Ty i Szai za chwilę byli obok mnie. Weszliśmy coś tam skrzeczał. - zaprosiłeś, więc milcz. Szai wypuściłam za dom, drzwi zostawiłam otwarte. Ty się położył na zimnej podłodze czy drzwiach. A ten pies podchodził od Taya.
- Skąd o mnie wiesz? - to jest sekret
- Przecież każdy tu zna siebie.
Victor?
Dodajcie czat
OdpowiedzUsuń~WpB